Stare nawyki cd.


Kolejne polowanie zbiorowe w tym samym roku organizowane przed św.Bożego Narodzenia.Polujemy w uroczysku "Za Bołozem" po drugiej północnej stronie "Huzara".W ostatnim miocie w okolicach jego stanowiska znalazł się uchodzący przed naganką rudel sarn.Dwa szybkie strzały z nieodłącznej dubeltówki i Stary popełnia klasyczny dublet.Jedna sztuka została w ogniu bardzo blisko stanowiska , druga kilka metrów niżej na stoku pod kapuściastym świerczkiem.Sprawca celnych strzałów rozejrzał się a, że w górach linia myśliwych nie wygląda tak jak na rysunkacyh to i Stary nie zobaczył swoich sąsiadów.Przypuszczał,że nikt go nie widzi i tu był w błędzie.Obserwował go jeden z kolegów ten z prawej a,że miot nie był jeszcze skończony to stał twardo na swoim stanowisku w przeciwieństwie do Starego , który szybko wypatroszył tą bliższą sztukę ,ciągle obserwując teren , po czym zebrał patrochy, udał się pod ten kapuściasty świerczek , tam szybko - a umiał to robić błyskawicznie i bezbłędnie - wypatroszył tą drugą sztukę , przysypał ją zalegającym śniegiem po czym już spokojny wrócił na swoje stanowisko.W tym czasie zakończono miot i myśliwi powoli zbierali sie na zbiórkę po linii w kierunku Starego.Wszyscy mu gratulowali ale padło pytanie ;do czego strzelał drugi raz.Stary swoim zwyczajem niczemu nie zaprzeczył z wyjątkiem skuteczności drugiego strzału, no przecież zdarzają się pudła.Tylko ów sąsiad z, prawej zapytał. - a po co schodziłeś na dół,bo jakoś ten element zachowania Starego uszedł mu uwadze.Tropy były wyraźne . Stary wiarygodnie odpowiedział,że tam właśnie pod tym kapuściastym świerczkiem zagrzebał patrochy strzelonej kozy.Sąsiad nie dowierzał wyjaśnieniom stwierdzając niezbyt głośno,że tam leży druga sztuka.Nie słyszeli tych słów inni koledzy ani też prowadzący polowanie,bo to stwierdzenie było skierowane tylko do mnie.Pewnie ten kolega nie chciał uchodzić w oczach innych za "kablarza".Nie miałem wyjścia.Musiałem sprawdzić czy faktycznie Stary zagrzebał drugą sztukę w śniegu.Najpierw zauważyłem a jakże - patrochy,tylko nieco wiecej jak z jednej sztuki,no bo dwa żołądki nie mogła mieć jedna koza, a pod nimi przysypany grubą warstwą śniegu leżał sobie ładnie strzelony na komorę wypatroszony kozioł.
Odgrzebanego kozła wyciągnąłem na linię myśliwych i powoli śladem kolegów udałem się na zbiórkę.Prowadzący polowanie zakończył już ceremonię kończącą łowy.Myśliwi zajęli miejsca na skrzyni Stara czekając na moje przyjście.Zobaczyli,że ciągnę jakąś tuszę.Skąd,jak , gdzie zaczęli pytać, ale i tu Stary stanął na wysokości zadania.Widząc w czym rzecz zapytał mnie; - i co teraz będzie ? - Kozła zabierzesz na swój użytek a ,że kozły są już pod ochroną to Zarząd Koła wypowie się na ten temat no i prawdopodobnie spotkamy się ponownie za rok - powiedziałem!
Stary jak zwykle czuł się winny i tego nie ukrywał.

Nazajutrz około godziny 8-mej ustalaliśmy z szefem przedsięwziecia służbowe,kiedy to do gabinetu wszedł Stary z dośc dużym zawiniątkiem pod pachą. Położył to na biurku i stwierdził;róbcie ze mną co chcecie,tylko dajcie mi znać czy jest dobrze przyprwiona... po czym wyszedł.Byliśmy skonfudowani i zaskoczeni.Rozwijamy pakunek z którego dochodził zapach swojskiej kiełbasy z dziczyzny.Zastanawialiśmy się kiedy On to zdążył zrobić i czy faktycznie pochodziła z tuszy wczorajszego kozła,czy też z jakichś zapasów.Wyglądała i smakowała wybornie.To też potrafił zrobić znakomicie.Uczyniliśmy zadość jego prośbie.Powiadomiliśmy go o walorach smakowych kiełbasy i nie bacząc na darowiznę ukaraliśmy go rocznym zawieszeniem w prawach wykonywania polowania na sarny każdego rodzaju.Rzecznik dyscyplinarny - wtedy Wojewodzki- odstąpił od prowadzenia postępowania uważając ,że kara nałożona przez Zarząd jest wystarczająca.

W kolejnym sezonie już po odwieszeniu Starego - trochę skróciliśmy mu tą karę - doszły nas niepokojące wieści , że w okolicach Czarnego Szlaku tuż za Restauracją "Roma" ktoś znalazł porozwłóczone resztki sarny, nie udało się ustalić, kto mógłby na ten temat coś wiedziećl. Sarna wcale nie musiała być skłusowana ,mogła równie dobrze zakończyć życie w sposób naturalny.Na tym też przeszliśmy do porządku dziennego.Po niedługim czasie w tym samym miejscu przypadkowy turysta znalazł świeżutkie resztki sarny.Udaliśmy się tam we dwóch by stwierdzić ,że była to sarna w dodatku strzelona śrutem - na wewnętrznych resztkach skóry było to bardzo dobrze widoczne i bezsprzeczne.A w ogóle to z tej sarny zostały tylko cewki i opisane resztki skóry.Nie mogliśmy ustalić płci ,a z pozostawionych cewek wynikało,że była to sztuka młoda.Na ten czas sprawcy też nie wykryliśmy chociaż dochodziły słuchy,że Stary był widziany w tamtym rewirze kilkakrotnie.

Podczas kolejnej rozmowy dyscyplinującej ze Starym, a chodziło o to,że swego czasu posiadając ważny odstrzał na rogacza udał się na polowanie do drugiego obwodu oddalonego od miejsca pobytu około 40 km.Po prawidłowym wykonaniu odstrzału i oddaniu tuszy do skupu udał się na dworzec PKS z odbitym i niczym nieosłoniętym łbem rogacza w ręku.Widok myśliwego ze strzelbą w futerale i głową rogacza w ręku na którym dodatkowo żerowały roje much,wywołał istny popłoch i poruszenie wśród pasażerów.Dyżurny ruchu powiadomił - wówczas- milicję a ,że był myśliwym to i zadzwonił do Wojewódzkiego Łowczego.W międzyczasie wezwano też karetkę pogotowia bo jakaś pasażerka będąca w zaawansowanej cąży zemdlała na widok Starego z resztkami sarny w ręku.Sensacja połączona ze skandalem i reperkusjami,bo Łowczy wojewódzki domagał się wyciągnięcia surowych sankcji dyscyplinarnych do wykluczenia z PZŁ włącznie.

To w trakcie tej rozmowy a raczej rozpatrywania wysoce nieetycznego występku , zadałem Staremu całkiem przypadkowe pytanie;- Stary a co robiły za "Romą" te cewki i skóra sarny strzelonej śrutem? - A Stary wcale nie zmieszany odpowiedział - to nie była sarna - to było koźle. I znowu nas rozbroił swoją zamierzoną czy też nie prawdomównością.
A tak w ogóle to trochę miał dość - my w kole też -tych rozmów i nakładanych kar, bo w pewnym czasie Stary sam poprosił o skreślenie z listy członków koła.
-Taki był właśnie Stary Nemrod i jego stare nawyki których nie wyzbył sie do końca swojego członkowstwa w kole i PZŁ.

Copyright © 2002-2024 www.knieja.pl