Spotkanie po walce


SPOTKANIE PO WALCE
Kolejny świt w łowisku ,kolejna porcja nadziei-może dziś spotkam tego jednego, jedynego z rozłogą jak przysłowiowe drzwi od stodoły. Wybrałem Harbułtowice ,rozległe pola wcinają się w las tworząc naturalne bramy, przez które zwierzyna przechodzi z ostoi na żerowiska. Granica pomiędzy nocą a dniem to ciągle fascynujące widowisko, a połączona z rykowiskiem daje spektakl dla którego warto tu być, warto zarywać noce. Samochód zostawiłem obok leśniczówki przyjaciela i ruszam w kierunku pobliskiego lasu. Ledwo zamknąłem drzwi auta a już jestem pośrodku rykowiska. Wokół grają trzy byki, nic jeszcze nie mogę dojrzeć ale po sile ich głosu staram się wybrać tego jednego, godnego podejścia. Byk po prawej to godny rywal , jego ryk to prawdziwe wezwanie na bój, dwa pozostałe zdają się mu tylko towarzyszyć w roli chórzystów. Muszę dojść do ściany lasu nim jelenie zejdą na dzienny wypoczynek. Słońce zaczyna rysować pierwsze kontury, czasu coraz mniej, jeszcze tylko 20 m i mam las w zasięgu ręki. Szczek spłoszonej sarny brzmi jak wystrzał, podpuściła mnie na parę kroków i dopiero wówczas postanowiła ostrzec resztę towarzystwa o obecności intruza. Już licówka z haremu mojego wybrańca rusza w kierunku lasu, on sam, choć z pewnym ociąganiem, też postanawia wziąć badyle za pas. Leśna komnata to wszak zawsze pewniejsze schronienie. Kolejne niepowodzenie, porażka-przenigdy, raczej kolejny krok w łowieckiej szkole. Tu nauka trwa do końca, dopóty, dopóki oko widzi a ucho słyszy. Rzadko przeżywam gorycz ,czy złość z powodu ,,nie udanego ‘’polowania, raczej przeważa pewność że jestem w jakiś sposób uprzywilejowany mogąc być świadkiem takich scen jak te dzisiejsze. Las kusi, szkoda wracać, postanawiam powłóczyć się leśnymi przecinkami, posprawdzać tropy, zajrzeć na znane mi kąpieliska-może w nocy były dziki. Ryk z prawej osadza mnie w miejscu, byk jest bardzo blisko, wali wieńcem po krzakach wyładowując agresję. Ruszam wolno duktem, on robi to samo schowany za parawanem zieleni, czuje jego ostry zapach, zapach pożądania i woli walki. Jest rywal, z lewej odpowiada godny przeciwnik ,jego głos pełen napięcia i pewności siebie zapowiada nieuchronną walkę .Obaj mocarze dążą do zwarcia, las jak pierwotna filharmonia staje się sceną odwiecznego misterium .Jestem pośrodku, mam zaproszenie. Potężny tętent wskazuje drogę przeciwników, emocje byków i moje sięgają zenitu, zapominam o świecie, zapominam że mam broń. Chcę tylko zobaczyć z bliska ten pojedynek. Byki już się zwarły, trzask łamanych gałęzi i uderzenia wieńców to uwertura, to niewidzialna siła karząca mi podejść blisko sceny. Jeszcze parę metrów i już zajmuję miejsce w loży honorowej , mam scenę na wyciągnięcie ręki. Widziałem już walki byków w otwartym terenie, ale tej nie można porównać z niczym .Leśna arena zwielokrotnia każdy dźwięk, splecione wieńce są jak ogniwa niewidzialnego łańcucha trzymającego rywali, żaden nie ustępuje. Walka toczy się pośród rzadkiej drągowiny olchowej, stoję ukryty za cienką olchą, udając niewidzialnego. Tak muszą wyglądać zmagania żołnierzy na polach bitew, słyszę pełne emocji sapanie, widzę z bliska pełną determinacji chęć pokonania rywala. Spod badyli wylatują całe połacie darni. Nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego. Z letargu wyrywa mnie cichy gwizd-pewnie grzybiarze kręcą się po lesie, w chwili otrzeźwienia zaczynam spoglądać na walczących rywali okiem myśliwego.
Jeden to potężnie zbudowany czternastak ze wspaniałą rozłogą, nie do strzału-a drugi? Walka jest tak intensywna że nie mogę go rozpoznać. Jednak jeszcze chwila i zaczyna się wyłaniać zwycięzca. Czternastak wyraźnie zyskuje przewagę, spycha przeciwnika w moją stronę. Słabszy byk robi ostatni unik i poddaje się, przez moment stoją naprzeciwko siebie ciężko dysząc. Gdy zwycięzca robi krok w kierunku rywala, ten rozpoczyna odwrót, jest tak wyczerpany że nie ucieka, ale wolno kroczy wprost na mnie. Kłęby pary biją z całej jego sylwetki, dyszy jak maratończyk po morderczym biegu. Moja konsternacja, może nie strach ale jakiś ukryty lęk rodzi pytanie-co zamierza pokonany byk, gdzie mam się schronić. Nie wiem co zrobić, broń na ramieniu, naprzeciwko mam obustronnie koronnego dwunastaka. Moją jedyną bronią jest pastorał którym macham przed nosem byka-w jakim celu trudno mi dziś powiedzieć. Potężny zwierz stanął w odległości metra, patrzy mi prosto w oczy, mogłem go pogłaskać gdybym tylko nie był tak dziwnie bezwładny. Nasze spotkanie pierwszego stopnia trwało może 5, może 7 s. Byłem całkowicie na jego łasce, wystarczyło aby opuścił wieniec, ale on po wymianie spojrzeń, bez cienia paniki odszedł pozostawiając w mojej pamięci obraz którego nic nie wymaże .Odprowadzając go wzrokiem kątem oka zauważyłem postać przyjaciela przyczajonego w pewnym oddaleniu za drzewem. Zwabiony odgłosami walki chciał też ją zobaczyć i to on cichymi gwizdami sygnalizował swoją obecność. Mam więc świadka który zapewni o prawdziwości tych scen-tylko kogo, może mnie samego , abym mógł uwierzyć że dane mi było takie spotkanie. Jak każdy z nas i ja zbieram trofea, jednak tego trofeum w postaci spojrzenia pokonanego byka nic i nigdy nie przebije.

Copyright © 2002-2020 www.knieja.pl