|
Dziki i pszen¿yto "Ze ¼dziwienia sowa stroszy swoje szlary bo dot±d w zbo¿u zerowa³y dziki teraz za¶ igraj± kuracyjne pary" Dziki i pszen¿yto Du¿a wataha dzików prowadzona przez do¶wiadczon± samurê obra³a sobie za matecznik zbocza i rozpadliny Jasiennika i to w bezpo¶rednim s±siedztwie ul.Le¶nej i Zieleniewskiego w Krynicy-Zdroju.Jest to piêkny ale niezbyt dostêpny kompleks le¶ny. Id±c w górê od ul.Le¶nej,obok dawnej skoczni narciarskiej, a potem le¶n± ¶cie¿yn± ku "¯ó³temu szlakowi",zaskakuje nas puszczañski harakter kniei.Wokó³ króluj± niebotyczne,majestatyczne jod³y przeplatane piêkn± buczyn±.Ni¿sze partie porasta g±szcz jod³owego i bukowego samosiewu,oraz inne ro¶liny ni¿szych piêter lasu,które mo¿na spotkaæ tylko tu w górskich lasach mieszanych. Po kilkudziesiêciu minutach marszu wy³ania siê rozleg³a panorama na Rozdziele,Harniaków Wierch,Piorun i Mrokowce.W roztoce potoku Mochnaczka wpadaj±cego do Muszynki w Tyliczu,rozsiad³y siê wsie Mochnaczka Ni¿na i Wy¿na.Jeste¶ na "¯ó³tym szlaku",do którego przylega szachownica pól uprawnych Mochnaczek stanowi±cych cel nocnych eskapad wszelkiej zwierzyny ³ownej do obfitej sto³ówki.Tam to ¿erowa³a ze swoj± watah± stara samura czyni±c szkody w uprawach.Tam umiejscowili¶my trzyambony -10,10a,11 nie licz±c ko¶lawej zwy¿ki w pobli¿y 10-tej . Ambona 11-ta zosta³a wkomponowana w koronê wolno rosn±cej roz³o¿ystej sosny,ale bez zbytniej ingerencji pi³y i siekiery.Do naturalnie zamaskowanego kosza ambony prowadzi³a wygodna drabina.Widok by³ rozleg³y i cieszy³ oczy licznych podziwiaczy piêkna natury,wszak sosna z ambon± sta³y obok uczêszczanego szlaku turystycznego,spe³niaj±c warunki dogodnego punktu widokowego.Poni¿ej szlaku i ambony rozci±ga³a siê kiludziesiêcioarowa uprawa -wtedy pszen¿yta i jak wszystkie oziminy tu w górach by³a zasiana na ziemniaczysku.T± w³a¶nie uprawê upodoba³a sobie - ku rozpaczy w³asciciela i zarz±du ko³a nasza stara znajoma samura z liczn± famili± tego i ubieg³orocznego przychówku .W pobli¿u krêci³y siê te¿ dwa ³adne wycinki.Postanowili¶my roztoczyæ sta³± opiekê nad tym zbo¿em i albo samura da spokój uprawie,albo te¿ straci którego¶ osobnika z watahy.Aura sprzyja³a jednak dzikom i cwanej samurze.Jak by³ pe³ny ksiê¿yc,to nigdy nie wychodzi³a z cienia rzucanego przez drzewa no i robi³a to nieregularnie.Gdy za¶ zdarza³a siê dzicza pogoda i ksiê¿yc zasta³ j± polu,natychmiast chowa³a siê w cieniu rzucanym przez chmury. Pomimo dobrego rozeznania weksli,nie moglismy ich przechwyciæ i doj¶æ do skutecznego strza³u a szkody ros³y w zatrwa¿aj±cym tempie nie tylko na tej uprawie pod ambon±,bo do dzików do³±czy³y jelenie zaczynaj±c przedwczesne wykopki ziemniaków.Nie pomog³y przemy¶lne konstrukcje odstraszaczy,wyprowadzanie psów i palenie ognisk.Nie pomaga³y ca³onocne zasiadki my¶liwych.Nasza samura zrobi³a siê bezczelna,wyprowadzaj±c swoj± czeredê na ¿er prawie za dnia.Unika³a jednak otwartych po³aci znakomicie wykorzystuj±c naturalne ukrycia i zag³êbienia terenowe,a kilkakroæ zdarza³o siê,¿e paradowa³a ze swoim przychówkiem w bia³y dzieñ ignoruj±c pracuj±cych w polu rolników. Poczynania lochy zmobilizowa³y my¶liwych do patrolowania i zasiadek przy intensywnie niszczonych uprawach ,ale jako¶ tak niezbyt lubiano zasiadaæ na 11-tej ambonie a to dlatego,¿e do pó¼nych godzin nocnych szlakiem spacerowali kuracjusze,chocia¿ ci - o dziwo- nie przeszkadzali ¿eruj±cej zwierzynie bez wzglêdu na odwiatr,ale wtedy o oddaniu strza³u nie by³o mowy.Bywa³o te¿,¿e my¶liwy chc±cy pilnowaæ uprawy z tej ambony spotyka³ w jej koszu zakochanych czyli tzw."kuracyjne ma³¿eñstwa".Kolega postanowi³ nieco utrudniæ podziwianie widoków z ambony ogacaj±c jej kosz k³uj±c± cetyn± ¶wierka.Twierdzi³ te¿,¿e utrudni to lokalizacjê my¶liwego przez zwierzynê.Takie ga³êzie ¶wierkowe,dok±d by³y ¶wie¿e znakomicie spe³nia³y swoj± rolê,natomiast gdy wysch³y stanowi³y istne utrapienie.Nie do¶æ ¿e utrudnia³y jakikolwiek ruch my¶liwego w koszu,to lec±ce szpilki dostawa³y siê wszêdzie ,do butów,do kieszeni,za ko³nierz i gdzie tam jeszcze,...ale parki ju¿ nie okupowa³y kosza. By³a piêkna sierpniowa pe³nia ksiê¿yca tu¿ przed "byczym sezonem",wybra³em siê w³a¶nie na 11-tkê,bo dziki nadal odwiedza³y teraz ju¿ dojrzewaj±ce zbo¿e.Mo¿na te¿ by³o poobserwowaæ przyleg³e koniczyny i uprawy ziemniaków na których zaczyna³y ¿erowaæ jelenie.Wraz z zachodem s³oñca obok ambony pres³a grupa turystów udaj±c siê w kierunku "Cichego K±cika" i pewnie w drodze musieli siê min±æ z zakochan± par± zd±¿aj±c± w kierunku Jakubika.Owa para wysz³a z lasu w czu³ych objêciach.Tam ich zobaczy³em.W mocnych szk³ach lornetki wyra¼nie widzia³em prowokacyjne zachowanie partnerki,ale i partner nie pozostaw³ jej d³u¿ny.-Pomy¶la³em, przejd± obok i skrêc± w ¶cie¿kê ku Le¶nej i pójd± sobie dalej,ale srodze siê zawiod³em.Na wysoko¶ci ambony a raczej ju¿ pod ambon±,czynno¶ci godowe partnerów siêgnê³y zenitu.Ona nieco protestuj±c ,porwana zosta³a przez partnera w pszen¿yto...Achów i ochów by³o co niemiara, a faktem jest,¿e do¶æ du¿y kawa³ek zbo¿a zmierzwioiny i zwa³owany przez kochaj±c± sie parê zosta³ uznany za ewidentn± i niew±tpliw± szkodê dzicz±.- Nie by³ tylko wypluwek ! - No tak pomy¶la³em ; cz³owiek powinien korzystaæ z naturalnego ¶rodowiska o które my my¶liwi dbamy z pieczo³owito¶ci± nie szczêdz±c nak³adów finansowych , zgodnie-zreszt±- z postanowieniami Statutu, chocia¿ by³o mi trochê nieswojo,¿e mimowolnie ogl±da³em te mi³osne igry... A wracaj±c do starej samury i jej licznego,potomstwa - to we wrze¶niu,na ¶ciernisku tego pszen¿yta strzeli³em jednego z dwóch wycinków asystuj±cych watasze.Wtedy te¿ otrzyma³empamiêtny - drugi bardzo wa¿ny dla mnie z³om, ale o tym w nastêpnym opowiadaniu. Darz Bór !!! autor: gwintowka
Wydrukuj
REKLAMA
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|