Czego się Jaś nauczył ... Rozwaga i ostrożność
W latach 70-tych ubiegłego stulecia na Pomorzu Zachodnim,wszystka ziemia uprawna - no prawie wszystka, była we władaniu PGR.Uprawiano setki hektarów kukurydzy , pszenicy,bobiku,owsa,rzepaku a nawet groszku cukrowego.Szkody dzicze mieliśmy znaczne,ale też polowania wyborne.Jelenie w obwodach nie występowały,ale za to czarny zwierz wynagradzał nam ich brak,szczególnie w latach uprawy kukurydzy na kiszonki. Tuż przed okresem zbiorów,gdy kolby były wystarczająco mleczne,prosiliśmy kierowników gospodarstw o przecinki sieczkarniami , przy czym powstawały duże kwadraty i szerokie pasy.W tym czasie do kukurydzy przenosiły się wszystkie dziki-tak pewnie dzieje się do dziś.
W takiej to poprzecinanej kukurydzy miałem bardzo nieprzyjemny i stresujący przypadek.Wraz z Łowczym udaliśmy się na zasiadkę z zamiarem podreperowania planu pozyskania.Mnie przypadła ambona na dębie na granicy wojskowego autodromu i łanu dojrzeającej kukurydzy.Księżyc szedł do pełni,pogoda prawie,że idealna a więc i efekt polowania prawie,że murowany,tym bardziej,że wcześniej rozpoznaliśmy miejsca stałego żerowania dzików.Około 23-ciej usłyszałem charakterystyczne obłamywanie kolb , ale coś mnie zaniepokoiło,ale na ten czas nie wiedziałem co! Mało tego,po chwili słyszę wyraźne przemieszczanie się tych odgłosów na skraj uprawy a więc na dobry i pewny strzał.Zachowując jak najdalej idącą ostrożnośc przygotowuję się do strzału.Kolby nadal są obłamywane,ale to coś-dalej nie wiem co- nakazuje mi wielką ostrożność.Łamanie łodyg coraz wyraźniejsze - idzie coś dużego i pojedynczego i tu z kukurydzy wychodzi... człowiek z workiem pełnym kaczanów! - Oblały mnie poty.Przecież mogłem tylko kiwnąc palcem !Szpetnie zakląłem,posyłając ogromną wiązankę koszarowej łaciny,a kląć potrafię do dziś koncertowo.Faceta zamurowało,tylko worek spadł mu z pleców.Skończyło się na potężnym stresie dla mnie a dla owego osobnika przymusową zmianą bielizny.Wtedy zrozumiałem ten niepokój.W tym niby żerowaniu brakło mi owego mlaskania,ciamkania,które dziki wydają przy tak smacznym posiłku.-Przecież uczył mnie o tym mój Przyjaciel Łowczy-pomyślałem,że ta jego wiedza przekazana mnie stażyście zaowocowała i zapobiegła nieszczęściu.
Mnie nieszczęście minęło minęło,ale dla trzech kolegów z sąsiedniej miejscowości ,polowanie wieczorem w poprzecinanej w kwadraty kukurydzy,skończyło się tragedią.Też wykorzystywali księżyc i przecinki,ale o zgrozo !!!Postanowili zapolować z naganką.Dwóch obstawiało boki a trzeciemu najmniejszemu wzrostem wypadło pędzić.-Dzików w tym kwadracie nie było,ale gdy naganiający myśliwy wyszedł bokiem pędzonego kwadratu, a nie czołem jak ustaili ,padł strzał ... śmiertelny strzał !!!
Wydrukuj
REKLAMA