|
Byk na autostradzieWrzesieñ 1977 roku, z³ota polska jesieñ, dni s³oneczne bez wietrzne, ranki ch³odne na granicy przymrozków, Józek wrêczaj±c mi odstrza³ na byka na "wydzielonym" w Kliniskach, mówi, ¿e przy autostradzie byki tak rycz±, a¿ siê las trzêsie, ale ja dla upewnienia siê dzwoniê do le¶niczego Henryka H, potwierdza rykowisko w tym roku jest wyj±tkowe. Umawiamy siê w czwartek na autostradzie, ko³o znaku drogowego z "fajk±", jestem ju¿ godzinê przed umówionym czasem, s³oñce jeszcze wysoko, schowa³em samochód w le¶nym gara¿u, ruch na autostradzie nie wielki, siadam na skarpie i przez lornetkê obserwujê d³ugi i szeroki pas przeciw po¿arowy. Nadje¿d¿a Le¶niczy i idziemy na ambonê, po godzinie zaczyna siê najmilsze dla my¶liwego widowisko, na pas wychodz± chmary i pojedyncze jelenie, Le¶niczy ocenia, ¿e na pasie i w przyleg³ych m³odnikach ryczy jednocze¶nie kilkana¶cie byków. Do naszej ambony zbli¿a siê licówka prowadz±ca czterna¶cie kole¿anek z haremu, ale nie ma ich pana i w³adcy, p. Henio mówi znam tego byka nie jest ju¿ najm³odszy kryje siê na skraju m³odnika, spokojnie panie Bogus³awie wyjdzie na pewno, on ju¿ nasz. £anie spokojnie ¿eruj±, trzasnê³a ga³±zka, nerwowo ¶ciskam sztucer, ale to nie nasz byk, z m³odnika zbli¿a siê do chmary ch³yst, potê¿ny ryk za naszymi plecami i z trzaskiem ³amanych ga³êzi wyskakuje do niego potê¿ny byk, pêdzi ch³ysta gdzie pieprz ro¶nie. Obaj znikaj± za naro¿nikiem m³odnika, ³anie po tym spektaklu wracaj± spokojnie do ¿erowania. Obaj stwierdzamy, ¿e byk selekcyjny, stary uwsteczniony dwunastak, z ca³± mas± poro¿a w dole, s³abn±ca potêga, jednak mo¿e siê za³apaæ na medal. Ale na razie byka nie widaæ, pan Henryk widz±c, ¿e siê nerwowo wiercê, mówi trudno za chwilê zmrok, jedyna szansa podchodziæ ten tylko mo¿e byæ za rogiem m³odnika, je¶li siê spotkacie bêdziesz mia³ sekundê na z³o¿enie siê i oddanie strza³u. Prawie zje¿d¿am po drabinie z ambony, i ze sztucerem na podpórce, krok za krokiem podchodzê w kierunku autostrady, widzê jak druga chmara przemieszcza siê w poprzek pasa na tle samochodowych reflektorów. Serce wali mi jak m³ot, zbli¿am siê do naro¿nika m³odnika, jest stoi jak pos±g do po³owy zas³oniêty ga³êziami banki. B³yskawiczny strza³ i byk pada w ogniu, Henryk krzyczy poprawiaj, repetujê, ale byk b³yskawicznie wstaje i w kilku susach wpada dalej w m³odnik. Idziemy na miejsce strza³u, jest obfita farba, jasna z p³uc, ale byka niema i zrobi³o siê ciemno. Pan Henryk puszcza na trop swego niezawodnego kundelka, pies szybko wpada w m³odnik i po chwili g³osi tu¿ przy autostradzie, biegniemy tam, co si³. Byk strzelony idealnie na komorê le¿y na skarpie przy autostradzie tak blisko jezdni, ¿e tyka dotyka asfaltu, nie chcê nawet my¶leæ gdyby pad³ kilka metrów dalej tu¿ przed pêdz±cym samochodem. Patroszymy, odbijam ³eb, ale we dwóch tuszy nie za³adujemy do le¶niczego pickupa, nie mo¿emy te¿ jej przy drodze zostawiæ. Wywo³ujemy przez radio Nadle¶nictwo, zg³asza siê Nadle¶niczy Miecio K, i po pó³ godzinie jest przy nas Uazem z przyczepk±. Gratuluje mi serdecznie sukcesu, potwierdza, ¿e mogê liczyæ na br±zowy medal. We trzech z trudem ³adujemy tuszê na przyczepê. ¯egnamy siê z Le¶niczym, a my do D±bia do skupu, na wadze 182 kg, ale na kwicie punktowy zapisa³ 178 kg podobno tyle wyparuje, niech tak bêdzie. Wojewódzka Komisja Wyceny i Oceny Trofeów £owieckich ZW PZ£ wyceni³a wieniec na 176,4 pkt. Po roku otrzyma³em dyplom i Br±zowy Medal przyznany z okazji Zjazdu CIC w Krakowie autor: busiekptok
Wydrukuj
REKLAMA
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|